Weekendowy wypad do znajomej na wieś cz. 2

Widząc jak stawia twarde drewniaki na szczeblach, byłem w niebie. Na ostatnich stanęła mając szczebel w tym wyżłobieniu, pomiędzy obcasem a przodem, po środku. Moje myśli krążyły dookoła tego co by się stało jakby znalazł się tam mój palec. Widziałem jej stópki, wgl się nie męczyły, a drewniakami pewnie wywierała taką siłę, że palce to by połamała…

Podziwiałem podeszwy i te rozgniecione rzeczy pod nimi, a nad sobą widziałem szczuplutkie, dłuuugie nogi, jędrny, wysportowany tyłeczek, niesamowite wcięcie i blond włosy. Ta chwila mogła by trwać wiecznie.

I w tym momencie wyrwało mnie z rozmarzenie któreś pytanie znajomej czy wszystko ze mną ok. Przestraszyłem się, bo jak nic, było widać że ją podziwiam i odjechałem. Powiedziałem że jak najbardziej, a o co chodzi? Odpowiedziała że lepiej żebym do niej dołączył na górę, bo na dole widać że moje myśli w złą stronę galopują. Jak ja się wtedy głupio poczułem, musiałem się cały czerwony zrobić… Ale posłusznie wdrapałem się na drabinę z drugiej strony. Faktycznie mnie bolały trochę nogi.

Zacząłem też wybierać owoce, a koleżanka w tym momencie zapytała mnie tak nagle – co tam bardzo Cię zainteresowało?

Ja trochę panikując odpowiedziałem że zapatrzyłem się trochę na figurę i się zamyśliłem…

Zaśmiała się i powiedziała że jestem zabawny, i dostałem buzi w policzek. Serce mi tak zabiło, że myślałem że wyskoczy. Później przez chwilę jedliśmy owoce, ale niestety nie wszystkie się udało zerwać, niektóre spadały. Po pewnym czasie zeszliśmy, i zobaczyłem jak kolejne małe owoce lądują pod jej ciężkimi drewniakami, a na nic sobie z tego nie robi. Jej stópki wyglądały na takie bezpieczne…

Zaczęliśmy wracać do domu, a ona zaczęła się wygłupiać idąc przede mną, zaczęła ruszać tyłkiem, aż kręcić nim, i robiąc to aż obkręcała się kawałek na drewniakach. Dokładnie widziałem kilka rozmazanych owoców w śladach po jej drewniakach… Doszliśmy jeszcze pod śliwkę, i tu już się zaczęło naprawdę gorąco, bo ja już praktycznie nie myślałem, a na zrobiła coś, co mnie wykończyło. Patrzyłem dokładnie na jej nóżki, i pochodząc, patrzyła w górę, na drzewo, a nie na dół, gdzie leżało trochę śliwek które opadły. I zatrzymała się, stając lewym butem, przodem na śliwce. Zobaczyłem jak z boku buta wypłynęło trochę. A ona patrzyła się w górę, wgl tego chyba nie czuła! Zrobiła mały kroczek do przodu, i zobaczyłem miazgę po śliwce wdeptaną w trawę z tym charakterystycznym bardzo dokładnym odciskiem podeszwy drewniaka (wiecie chyba o co mi chodzi)… Wtedy już poczułem te impulsy u mnie w pewnej części ciała, i że chyba mam delikatnie mokro… A ona ani nie czułą tej śliwki, ani że przez to doprowadziła mnie do takiego jakby nie patrzeć upokorzenia! Taka delikatna, taka niewinna, a taka władcza!

I tym akcentem kończę drugą część. Nie wiem czy będziecie chcieli trzecią, bo jeżeli nadal miałaby być spisaniem wspomnień, to w większości miała by już mało wspólnego z samymi drewniakami czy innymi butami, a napewno była by 18+ 😉

2 thoughts on “Weekendowy wypad do znajomej na wieś cz. 2

  1. Chetnie przeczytam czesc trzecia…btw trzeba bylo wlozyc palec pod drewniaka jak stala na drabinie…
    Ja kiedys tak zrobilem mlodej studentce wykladajacej towar w markecie korzystajac z drabiny…. mmm miala wtedy NB 574

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *